sobota, 4 października 2014

Profil Appalosy! ~ Jedynego konia!


https://scontent-b-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-xpa1/t31.0-8/q85/p552x414/1890424_608027802624281_82004213_o.jpg Appalosa

Rodzina: Nie wie czy ją ma, czy nie
Wiek: 16
Płeć: Klacz
Nazwisko:
Stanowisko: Medyk/ Morderca
Pozycja: Omega
Partner: szuka, ale się boi
Boskie pochodzenie: Podobno…
Charakter: Krnąbrna, żywiołowa. Nigdy nie mówi o swoich problemach osobom, których nie zna. Musi to być naprawdę zaufana osoba, ale nigdy takiej nie spotkała, więc wszystko w sobie dusi i przez to nieraz chodzi przygnębiona, chociaż tak naprawdę w końcu to Appa! Jednak roześmiana. Przeżyła naprawdę wiele rzeczy, ale i tak wyraża ją najbardziej główna cecha charakteru – kopnięta Appa, która zawsze się śmieje.
Moce: Cóż ma powiedzieć, jak nic nie wie?
Gatunek: Koń
Rasa:
Historia: No to zacznijmy od samego początku… Byłam w matce… było… ym… ciemno? Dobra! Nie ważne. Pomińmy ten etap  mojego życia. No to byłam sobie konikiem – skakałam, brykałam, biegałam w te i we w te. Byłam strasznie żywiołowa. Właściwie nadal taka jestem. Kochałam się śmiać… Ale gdy miałam dwa lata (jako koń. W tedy właściwie żyłam tylko w postaci konnej), byłam piękną młodą klaczą. Ścigałam się z wiatrem na mojej ulubionej polanie. Było słonecznie, co prawda – nadchodziły jakieś ciemne chmury, ale nic sobie z tego nie robiłam. Biegłam tak przez bardzo długo. Wreszcie usłyszałam strzał. Strzał i rżenie. Było straszne! Nie do wytrzymania. Im byłam bliżej, słyszałam je głośniej. Stuk kopyt o glebę, i parskanie dzikiego konia – mój ojciec! – pomyślałam i ruszyłam najszybszym cwałem jakim tylko umiałam. Moja mama… Ona… Nie żyła?! Leżała na ziemi… Z łopatki leciała jej strumieniem krew. Ten widok, on był okropny. Podeszłam do niej. Była piękna. Gniada klacz. Ona była moją matką, a ją zabili! Jak mogli?! Mój tata też prawie umarł. Ale nadal walczył. Właśnie… Byli tam ludzie. To przez nich zostałam pozbawiona matki. Uciekaj! – Zawołał do mnie. Chciałam zaprzeczyć, ale go wykończyli. Jego ostatnie słowami były „przepraszam… niedługo poznasz całą prawdę…”. Uciekłam w las. Łzy leciały mi prawie ciurkiem. Dobiegłam do jakiegoś miejsca. Widziałam je po raz pierwszy. Zmieniałam się w dziewczynę. Usiadłam na kamieniu i zaczęłam rozmyślać nad wszystkim. To było… Straszne. Miała przed oczami tylko śmierć. Nagle coś pojawiło się przy mnie:
- Kim jesteś? – Spytałam z niedowierzaniem.
- Ja? – Uśmiechnęła się do mnie – Ja jestem twoją matką.- Mówiła do mnie kara klacz ze skrzydłami.
- Co?! Nie! Moja mama nie żyje! Leży o tam przy moim ojcu!
- Tak… To jest twój ojciec. Kary ogier jest twoim ojcem, ale tą gniadoszkę poprosiłam, aby cię przygarnęła i wychowała z nim. Ja nie mogłam, ponieważ nie ma miejsca dla mnie tu, na ziemi.
- Nie możliwe!
- A jednak. Musiasz uwierzyć jesteś boskim koniem.
- Co? Jak to… Przecież nawet nie jestem pegazem czy…
- Nie musisz nim być. Możesz być zwykłym koniem.
- Ale… O nie! Wilki! Muszę uciekać!
- Poczekaj! Jeszcze jedno!! Musisz wiedzieć, że… - I nie usłyszałam, bo puściłam się pędem w mojej ulubionej końskiej postaci. Biegłam tak puki nie wyszłam z lasu. Była to długa droga. Nagle zobaczyłam jakąś białą klacz. Podchodziłam powolnie i ostrożnie stępem. Raz się lekko potknęłam o kopyto. Zauważyła mnie. Była jednorożcem. Przemieniłyśmy się w ludzi. Obu dwie miałyśmy niebieskie włosy. Byłyśmy naprawdę podobne, ale… Nie. To nie możliwe, ze byłyśmy rodziną. Zaczęłyśmy rozmowę…
Pył: 10 Garści Pł Szmerowego.

http://www.testedich.de/quiz32/picture/pic_1385217145_1.jpg

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz